„Polski Król” – taki tytuł naddawano jeszcze za czasów pruskich Ślązakom szczególnie zasłużonym dla umacniania polskości.. Byli to ludzie o cechach przywódczych, pracowici, gospodarni, niezłom­nych zasad i niepodważalnego au­torytetu. Ktoś uznawany za Polskie­go Króla  musiał być pod każdym względem wzorowym i mężnym działaczem narodowym, manifestującym swoją polskość w każdej życiowej sytuacji. Taki był Józef Kojzar, Polski Król z Rownia.

Jak sięga moja pamięć, jednego z licznego grona jego wnuków, był zawsze człow
iekiem wzbudzającym szacunek; aż do ostatnich dni, gdy jako patriarcha licznego rodu, ojciec sześciu synów i sześciu córek, umierał w 91 roku życia. Przez te długie lata wszystko się zmieniło, Dziadek trwał i jego gościnny dom w Rowniu przy Rybnickiej 93, którego także już nie ma.

Urodził się Józef Kojzar 11 grudnia 1876 r. w Warszowicach. Spore gospodarstwo rodzinne podupadało jednak po śmierci matki, która utracił w dzieciństwie. Skierowany do nauki zawodu w 13. Roku życia, uczył się kowalstwa, a następnie ślusarstwa. Wcześniej poznał gorzki smak życia, gdyż już jako uczeń był bez skrupułów wyzyskiwany. Z Rowniem na zawsze wiąże go małżeństwo z wywodzącą się z mężnego polskiego rodu Sobików Matyldą (ur. 4 marca 1879 r),  siostrą przyszłego przywódcy peowiackiego i sławnego dowódcy powstańczego Nikodema Sobika. Początki wspólnego życia były trudne. Młodzi zamieszkali  po ślubie w kolonii robotniczej na Paruszowcu. Józef Kojzar pracuje w hucie „Silesia” przy obsłudze pieców; widać z sukcesem, skoro został pozyskany do obsługi kotłowni przez kopalnię „Emma” w Radlinie. Wnet jednak, już na lepszych warunkach, wraca do „Silesii” i z tym miejscem będzie związany aż do zamknięci, huty w roku 1937. Gospodarny i pracowity, będzie przez wiele lat dokupywał ziemi, aż dorobi się sporego, zawsze wzorowo prowadzonego gospodarstwa. Tu również w 1909 r. postawi dom do końca jego życia miejsce rodzinnych spotka i uroczyście obchodzonych urodzin z udziałem licznych wnuków i prawnuków.

Ten parterowy dom z czerwonej cegły stal się w pewnych latach najważniejszym w Rowniu polskim adresem; miejscem konspiracyjnych spotkań działa czy narodowych a w latach powstań – potajemną siedzibą POW, którą utworzył szwagier Nikodem Sobik. Tu także miał swoje lokum urząd gminny po wyborze Koszara na naczelnika gminy i spod tegoż domu wyruszy do III  powstania słynny baon Nikodema Sobika. W domu Dziadka przez pierwsze dni mieścić się będzie komendantura cywilna rejonu i naprzeciw tegoż domu w pierwszych dniach lipca 1922 r. wyrośnie okazała brama powitalna na uroczystość powrotu części Górnego Śląska do Macierzy.

Tamte lata należały do szczytowych w ofiarnej pracy Józefa Kojzara  jako działacza narodowego. Zanim w Rowniu doszło do utworzenia jednego z pierw­szych na Górnym Śląsku polskich urzędów gminnych, gminnych domu u Józefa spotykali się potajemnie miejscowi chłopi, by wreszcie podczas zwołanego  w 1919 r. zgromadzenia doprowadzić do wyboru Kojzara na naczelnika. Nie obyło się bez ataków jego poprzednika, zdeklarowanego Niemca.

Niedługo zwaliła się na Dziadka nie ostatnia rewizja Grenzschutzu, cały oddział na koniach. Doszło nawet do rwania delówek w poszukiwaniu broni i  dokumentów. W porę uprzedzony, Józef Kojzar pozostał na noc w hucie, broń zaś i amunicję przeniósł w bezpieczne miejsce Sobik przy pomocy najstarszych siostrzeńców Józefa i Zygfryda. Ten ostatni będzie w przyszłości jego adiutantem, a w latach okupacji zasłuży się w partyzantce AK na Lubelszczyźnie.

Powstanie pierwsze, drugie, zapobiegliwe przygotowania do plebiscytu. Przez dom Kojzara przewijają się ludzie o nazwiskach, które zapiszą się w hi­storii Śląska. Bywał tu działacz narodowy dr Feliks Biały, Maksymilian Basista i Bonifacy Bałdyk;  przyszli dowódcy baonów powstańczych; Teofil Bielą i Fe­liks Michalski; bywał później dowódca powstańczego pułku, późniejszy staro­sta rybnicki Jan Wyglenda. W działalności narodowej wyróżniało się rodzeń­stwo Nikodema Sobika, w tym dwie jego dzielne siostry Marta Musioł i Maria Frelich, niestrudzone kurierki zaangażowane w akcji plebiscytowej, ofiarne w pracy na zapleczu III Powstania Śląskiego.

W przeddzień jego wybuchu, w domu Józefa Kojzara odbyło się spotkanie z udziałem Antoniego Haberki pierwszego dowódcy 13. Pułku żołnierskiego, który mianował dowódcą II baonu Sobika, a Kojzara komendantem cywilnym rejonu. Rejon obejmował 24 miejscowości. Była to ważna funkcja, związana zapewnieniem regularnych dostaw w rejony walk oraz ochroną mostów, linii komunikacyjnych, dworców, szkół, urzędów i szpitali, a także zwalczaniem dywersji i sabotażu.

Józef Kojzar utworzył siedzibę komendantury w dobrze sobie znanym Paru­szowcu a oddział dwudziestu pozostawionych do dyspozycji powstańców zwielokrotnił, by objąć pełną kontrolą powierzony mu obszar. Miał też upraw­nienia sędziego i z tego trudnego zadania wywiązał się chlubnie, dając się po­znać jako człowiek sprawiedliwy i prawy. Kojzar sprawował funkcję naczelni­ka gminy do 1927 r. Wtedy zrezygnował, obciążony nadmiarem pracy jako rolnik, pracownik huty i głowa licznej rodziny. Był znany z wyjątkowej sumien­ności: przez te wszystkie lata pracy w hucie nie opuścił ani jednej dniówki, nie skorzystał ani razu ze zwolnienia lekarskiego. Był też ostatnim pracownikiem, który odszedł z „Silesii”, kiedy ta na początku Wielkiego Kryzysu przerwała działalność.

W roku 1937 objął funkcję naczelnika ponownie. A były to lata trudne, zwia­stujące wojnę. Pełnił ją do wkroczenia Niemców, wcześniej zaangażowany w organizowanie samoobrony. Choć znalazł się na liście najbardziej zagrożonych,  uniknął wyroku. Ujął się za nim rezydujący w szczejkowickim pałacyku folksdojcz Kożdoń, w latach okupacji burmistrz Żor. On sam dzięki Kojzarowi uniknął samosądu w czasach powstań i w latach późniejszych, skoro nie było przeciw niemu dowodów na działanie na szkodę polskiego państwa.

Sam Kojzar pozostał wierny swojej drodze życiowej. Nie przyjął Volkslisty. Wciąż był nękany przez gestapo rewizjami. Musiał nawet, razem z Żoną Matyldą i najmłodszym synem Rumoldem, uczestniczyć jako zakładnik w egzekucji Pawła i Franciszka Buchalików, która odbyła się w Gotartowicach. Matylda Kojzar po tym szoku już się nie podniesie – pół roku później, w marcu 1943 r. umiera.

Józef Kojzar do ostatnich dni zachował siły i znakomitą pamięć. Gdy obcho­dził 90. urodziny, dom w Rowniu wypełnił się aż po pokoje na poddaszu. Sa­mych wnuków i prawnuków stawiło się blisko pół setki! Życzenia urodzinowe przysłał Jerzy Ziętek, a w prasie lokalnej pojawiły się publikacje poświęcone życiu Dziadka i jego zasługom.
Józef Kojzar zmarł 5 maja 1967 r., strawiony ujawnioną nagle chorobą nowotworową, której nie chciało ulec do końca jego mocne i niezawodne przez życie serce. Za swoje zasługi był odznaczony Śląską Wstęgą Waleczności i Zasługi, Śląskim Krzyżem Powstańczym, Krzyżem Zasługi Bojowników Śląska i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Niesiona pod powstańczymi sztandarami trumna spoczęła w grobie śp. Matyldy na boguszowickim cmentarzu.

 

źródło:
„Nasze Gniazdo Rowień i Folwarki”
pomysłodawcy Zygmunt Łukaszczyk, Lucjan Buchalik
autor: Tadeusz Kijonka